Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Labraksy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Labraksy. Pokaż wszystkie posty

października 08, 2016

Rok 2016



Rok 2016 nie obfitował w liczne wypady wędkarskie, jednak z blogerskiego obowiązku dokumentowania postanowiłem napisać tego posta. Zwykle staram się nie umieszczać postów jeśli nie wydarzyło się nic godnego uwagi (przede wszystkim dla mnie), myślę jednak, że jeden post na rok nie zaszkodzi. Przynajmniej będzie stanowił wartość archiwalną (znowu, głównie dla mnie) a przy okazji, wzniesie flagę, blog nie jest martwy!


Sezon zacząłem wiosną, kilkoma wypadami na bassy z TPE. Jednak nie przyniosły one dużych wyników. Bassów łowi się teraz znacznie mniej niż “kiedyś”. Czy winić za to należy kłusownictwo, przyłowy połowów komercyjnych czy klimat, trudno powiedzieć. Fakt pozostaje, że bassów łowiło się w 2016 roku mało, jednak sytuacja była nieco lepsza w porównaniu do roku poprzedniego. Oczywiście nie ulega wątpliwości że TPE autor znanego bloga Sea Bass Hunting nawet mimo kiepskiej sytuacji miał wyniki, których my, zwykli śmiertelnicy możemy tylko pozazdrościć.


Zainteresowanych bliższym poznaniem TPE zapraszam do wysłuchania odcinka mojego podkastu w którym Tomasz był moim gościem.





Kolejny wypad na ryby przyszło mi zaliczyć dopiero na jesieni przy okazji corocznego Lough Allua Pike Challenge. Odnotować należy, że był to pierwszy Pike Challenge który zakończyłem bez ryby! Generalnie wyniki były bardzo mizerne, najgorsze w historii zawodów. Wpisuje się to nieźle w cały obraz mojego sezonu wędkarskiego w 2016.



A na zakończenie tego roku, video reklamówka, przystani wędkarskiej Tir na Spideoga nad jeziorem Lough Allua gdzie odbywają się coroczne zawody Pike Challenge, oraz podkast w języku angielskim z jej właścicielem Gregiem Latourem. Na marginesie zachęcam do subskrybowania obydwu podkastów. Dostępne są nie tylko na SoundCloud ale i na iTunes oraz innych popularnych platformach podkastowych.



marca 22, 2015

Znakowanie bassów morskich

Pewnego wiosennego poranka wybrałem się jak zwykle na bassy razem z TPE, moim druhem w wędkarskiej przygodzie. Tym razem jednak poza zwykłą przygodą w naszej wyprawie było coś więcej. TPE przyłączył się niedawno do programy znakowania bassów. Jest on idealną osobą i niezwykle cennym sprzymierzeńcem takiego programu, zważywszy ilości ryb które łowi każdego roku. Idea znakowania bassów jest taka sama jak zwykle w takich przypadkach. Złowionej rybie przyczepia się niewielki znacznik, z numerem oraz danymi kontaktowymi zarządu rybołówstwa (fisheries board). Jednocześnie rybę waży się i mierzy. Dane te wraz z numerem znacznika oraz miejscem i czasem połowu przesyła się do siedziby fisheries board.

W przypadku ponownego złowienia ryby ze znaczkiem można będzie określić ile ryba urosła w czasie od ostatniego złowienia oraz potencjalnie czy i gdzie się przemieściła. Idea szczytna, niestety realia wyglądają inaczej i szczerze mówiąc pozostawiają we mnie mieszane uczucia. Po pierwsze, procedura znakowania ryby zajmuje dużo czasu. Szybkie odhaczenie i wypuszczenie ryby aby zminimalizować stres i obrażenia jest niemożliwe. Po złowieniu, wędkarz musi wyjąć spory i skomplikowany przybornik. Pobrać 5 łusek z ryby, wyjąć znaczniki, załadować aplikator, zwarzyć i zmierzyć rybę, zaaplikować znacznik. Ponadto pomiary i numer znacznika muszą zostać zapisane w specjalnym dzienniku. W rezultacie ryba przebywa poza wodą kilkakrotnie dłużej niż w normalnych okolicznościach. Dodatkowo dokonanie całej operacji znakowania w przypadku łowienia w miejscu gdzie od suchego lądu wędkarza oddziela conajmniej piętnaście minut brodzenia w wodzie jest praktycznie niemożliwe.

W czasie naszej sesji oznakowaliśmy kilkanaście ryb. Jednak moim zdaniem cała procedura powinna zostać znacznie uproszczona. W obecnym kształcie, mam wątpliwości czy potencjalne dane prezentują jakąkolwiek wartość dla ochrony gatunku wobec znacznego wydłużenia czasu uwalniania ryby a co za tym idzie znacznie większego ryzyka śmierci osobnika.

czerwca 23, 2014

Przesilenie letnie

Jak można łatwo zauważyć po ilości postów w tym blogu upływające miesiące nie obfitowały w zbyt częste wypady wędkarskie. Stało się tak gdyż wędkarstwo ustąpiło nieco miejsca i czasu na rzecz bardziej atletycznych aktywności na świeżym powietrzu. Jednak przedłużający się czas bez wypadu na ryby zaczynał już dawać o sobie znać. W połączeniu z wyśmienitymi warunkami pogodowymi w samym środku lata, nie mogłem przepuścić takiej okazji. Szybko montujemy wypad na bassy.

Minimum pływu przypada bardzo korzystnie na późne popołudnie, sprawia to, że możemy z powodzeniem łowić przez kilka kolejnych dni od wczesnego wieczoru do późnych godzin nocnych. Łowimy po kilka ryb w czasie każdej sesji. Rozmiar łowionych bassów jest również bardzo zadowalający, w przeciwieństwie do poprzedniego roku kiedy to trafiały się przeważnie małe ryby, teraz w czasie każdej sesji pada jedna lub dwie ryby przekraczające sześćdziesiąt centymetrów długości. Przeciętnie ryby mają dobrze powyżej czterdziestu centymetrów.

Mam okazję doświadczyć jednego z najlepszych doznań wędkarskich jakie oferuje Irlandia. Ciepły bezwietrzny wieczór, woda niemal żywa od pływających w niej ryb. Duże ilości muletów. Jednak codziennie podczas tej samej fazy pływu następuje moment gdy wydaje się że bassy są wszędzie. Zdają się nas otaczać. To w czasie tych momentów łowimy najwięcej ryb. Brania następują niekiedy w co drugim, co trzecim rzucie. Świetna pogoda i częste brania ryb co do których rozmiaru nie można mieć zastrzeżeń sprawiają, że jako wędkarz nie mogę oczekiwać wiele więcej. Na zdjęciu poniżej widać, że jestem raczej zadowolony!

lipca 06, 2013

Ciepłe dwa tygodnie

Tegoroczne lato obdarzyło nas dwoma tygodniami ciepłej i słonecznej pogody. Temperatury sięgały trzydziestu stopni Celcjusza co nie zdarza się w Irlandii zbyt często. Taka pogoda zachęcała oczywiście do spędzania czasu na świeżym powietrzu. Podczas licznych w tym czasie sesji wędkarskich trudno było się oprzeć pokusie żeby ściągnąć wodery i dla odmiany popływać w wodzie razem z bassami. Co też niektórzy wędkarze ochoczo uczynili.


Zgodnie z przewidywaniami w taką pogodę nie było większych problemów aby złowić bassy, niestety udawało się łowić jedynie małe osobniki. Niewielkie to zmartwienie jednak, jako że doskonała ciepła i słoneczna pogoda rekompensowała w pełni niedosyt centymetrów.

lipca 01, 2013

Spotkanie po sześciu latach

Seamusa poznałem w 2007 roku przez forum wędkarskie Sea Angling Ireland. Od tamtej pory wymienialiśmy informacje, wiadomości i sms-y, jednak nigdy się wcześniej nie spotkaliśmy. Odpowiedzialne za to były różne koleje losów oraz rozmaite zbiegi okoliczności. Jednak ostatecznie po przeszło sześciu latach udało nam się wybrać na wspólną sesję łowienia bassów.

Dzień był słoneczny z pewną dozą chłodzącego wiatru. Łowiliśmy na rozległej płyciźnie pomiędzy skałami i kamieniami. Jak na dość krótką sesję kończymy z dobrym wynikiem, łowiąc po dwie ryby każdy. Największa ryba tego dnia przypadła mnie, prezentowany na zdjęciu, sześćdziesięcio centymetrowy labraks.

marca 03, 2013

Przywitanie z bassami

Ubiegłoroczny sezon okazał się jednak nie być taki zły jak wydawał się być. Szczególnie biorąc pod uwagę marne warunki pogodowe. Wielu znajomych wędkarzy pobiło nie tylko swoje życiowe rekordy długości ryby ale i rekordy ilości ryb złowionych w jednym roku. Pierwszy w roku post w blogu to chyba ostania szansa na takie podsumowanie czy może raczej sprostowanie. Zdaję sobie również sprawę, że nie wszyscy się z tym zgodzą i teoria o wyjątkowo mizernym sezonie 2012 nadal będzie miała wielu zwolenników. Jestem jednak zdania, że nie należy się już zbyt długo zastanawiać nad tym co było ale patrzeć do przodu na nadchodzącą wiosnę a wraz z nią zwiększenie aktywności ryb i wędkarzy.

Pierwsze powiewy wiosny dało się już wyczuwać wcześniej ale nic tak nie motywuje do wyjścia nad wodę jak doniesienia o złowionych w okolicy rybach w połączeniu z temperaturą powietrza zbliżającą się do dziesięciu stopni Celsjusza. Dodać do tego słoneczny weekend i korzystny pływ a szybko zostaje osiągnięty wystarczający poziom ciśnienia wędkarskiego abym zapakował przygotowywany już od kilku tygodni sprzęt i udał się na okoliczne łowiska. W pierwszej kolejności udaję się na ulubione do trzech lat łowisko. Rozległa piaszczysta plaża. Na miejscu nie zastaję spodziewanego tłumu wygłodniałych łowienia wędkarzy. Szybko się przebieram i mimo, że miejsce to nie jest idealne o tej porze roku śmiało kieruję się ku wodzie. Spotyka mnie jednak duże rozczarowanie. Głęboki kanał który kiedyś łączył spływający z gór strumień z oceanem, który obdarzył mnie i wielu znajomych mnóstwem dorodnych ryb, po zimowych sztormach praktycznie przestał istnieć. Jedyne co pozostało to coś w rodzaju podłużnej niecki praktycznie bez połączenia z wodami oceanu. Przechodzę przez nią w poprzek nie zanurzając się głębiej niż do pasa. Chodzę jeszcze przez chwilę po plaży dochodząc do samego brzegu. Tam też nie daje się łowić z powodu sporych fal i zmąconej, mętnej wody. Po ledwo ponad godzinie wracam do samochodu. Szybko zdejmuję z siebie wodery i udaję się na kolejną, tym razem skalistą miejscówkę. Skaliste miejsca w słonecznej pogodzie to zawsze dobre miejsca w chłodnych porach roku. Przy wysokim pływie woda ogrzewa się od nagrzanych podczas odpływu skał. Cieplejsza woda wabi z kolei drobne organizmy i małe rybki, za którymi niezawodnie podążają drapieżniki. Większe ryby które mnie interesują. Niestety na miejsce docieram jeszcze przy stosunkowo niskiej wodzie. Na dodatek jest ona mocno pokolorowana i nieprzezroczysta. Łowię tam przez około godzinę bez specjalnego przekonania i bez rezultatów.



Kolejnego dnia udajemy się z kolegą Tomaszem na inną skalistą miejscówkę jednak przy nieco wyższej wodzie. Wieczór jest ciepły, bezwietrzny i spokojny. W bardzo relaksującej atmosferze rozpoczynamy łowienie i już po kilkunastu rzutach zacinam rybę. Pierwszy bass w tym roku! To również mój najwcześniej złowiony bass w roku, ledwie początek marca! Chwilę później Tomasz zacina kolejną rybę, która jednak wypina się tuż pod jego nogami. Niebawem kolejna ryba atakuje jego przynętę i tę już udaje mu się wyjąć z wody. Łowimy jeszcze chwilę jednak przychodząca woda zmusza nas do odwrotu na wyżej położone miejsce. Niebawem jednak zapada zmrok, a my usatysfakcjonowani udajemy się do swoich domów.

września 08, 2012

Trzeci gatunek

Słoneczny tydzień pozwolił mi na kilka sesji skakania po skałach. Z lekką wędką klasy okoniówka i główką jigową przyozdobioną kawałkiem plastiku udaję się na skaliste brzegi Kerry. Jak zwykle w tym roku gdy przestaje wiać, wychodzi słońce i robi się ogólnie cieplej, wyniki są dobre. W najlepszym momencie udaje mi się złowić sześć ryb w niespełna dwie godziny. Jednak gdy tylko powraca zwyczajny chłód, znowu trudno jest złowić rybę.


Przy skalistych brzegach i rafach meldują się nie tylko zwyczajne w takich miejscach wargacze ale również wypasione bassy. Widać, że ryby, podobnie jak wędkarze, starają się wykorzystać poprawę pogody udając się na łowy. Śliskie, ostre skały i zalewające je morskie fale sprawiają że wylądowanie ryby jest znacznie trudniejsze.



Jako dodatkową atrakcje łowię również parę młodocianych rdzawców. Bardzo lubię łowienie w miejscach gdzie przy zastosowaniu tej samej techniki można złowić kilka różnych gatunków ryb.

Na jednej z miejscówek spotykam małego mieszkańca szczeliny z wodą. Jego malutkie siedlisko dostaje zasób świerzej wody morskiej tylko w czasie najwyższych pływów.

lipca 29, 2012

Nędzny sezon

Tego lata nie ma lata. Jak wieść niesie wyniki wędkarskie w połowach bassów we wszystkich częściach Wysp Brytyjskich są bardzo słabe. Na forach internetowych pojawiają się tematy traktujące o przyczynach takiego stanu rzeczy. Zawodowi przewodnicy raportują spadek ilości łowionych ryb nawet o osiemdziesiąt procent!

Jak zwykle w takich chwilach powraca temat komercyjnych połowów ryb, problem wyrybienia oraz zastraszająco szybkiego zmniejszania się ilości ryb w oceanach. To wszystko są bardzo poważne i całkowicie realne problemy. Uważam jednak, że przyczyną tegorocznych marnych wyników jest wyjątkowa zimna i deszczowa pogoda.

Tego lata słoneczne dni można policzyć na palcach obu rąk. Pojedyncze pogodne dni poprzedzielane są okresami deszczu liczonymi w tygodniach. A gdy już zdarzy się dzień kiedy świeci słońce, towarzyszy mu zimny północny wiatr. Stacje meteorologiczne rejestrują rekordowy poziom opadów w kolejnych miesiącach.

Nic dziwnego więc, że bassy morskie, których połowy kojarzą mi się ze słonecznymi letnimi dniami nie są łowione tak licznie jak byśmy sobie tego życzyli. Również silny wiatr i rzęsisty deszcz nie należą do kategorii wymarzonych warunków pogodowych na letnie wędkowanie.

Jednak jeśli już zdarzy się kilkudniowy okres w miarę ciepłej pogody, wyniki stają się całkiem zadawalające. Potwierdzić to może TPE z basshunting.blogspot.com który w ciągu niespełna czterdziestu osimiu godzin złowił trzydzieści sześć bassów morskich. Moje własne wyniki tego lata, nie odstają od spodziewanych jeśli wziąć pod uwagę panująca pogodę.

Nadal mam do czynienia z tymi samymi gatunkami ryb jednak w mniejszej ilości. Spotykam więc bassy, trocie, leniwie pływające cefale, odprowadzające przynęty belony i szybko uciekające tobiasze. Ja sam, będąc na łowisku odczuwam odmienność pogody. W nieliczne słoneczne dni temperatura powietrza jest zwykle niższa o pięć czy sześć stopni od tej, której można by się spodziewać sądząc po nasłonecznieniu i porze roku.

Pewnego dnia spotkałem na łowisku doświadczonego wędkarza, który zapytany o wyniki z przekonaniem stwierdził, że tegoroczne są znacznie lepsze w porównaniu do lat poprzednich. Niestety to bardzo odosobniona opinia. Inna teoria mówi o bassach napchanych po skrzela krewetkami i zmieraczkami. W jej myśl, słabe wyniki tłumaczone są tym, że większość wędkarzy tradycyjnie stosuje przynęty imitujące rybki podczas gdy w tym roku labraksy żerują głównie na małych skorupiakach.

Czy tegoroczne marne wyniki są spowodowane pogodą czy może załamaniem się populacji bassów pod zwiększonym ciężarem kłusownictwa i śmiertelności wynikającej z wędkarstwa, pokażą dopiero kolejne sezony. Tymczasem pozostaje jedynie liczyć, że druga część tegorocznego lata będzie cieplejsza i stabilniejsza pod względem pogody. Powinno to nie tylko poprawić brania ryb ale i zadowolenie z przebywania na powietrzu.

lipca 21, 2012

Labraks na muchę i malutki turbot

Co jakiś czas mamy okazję gościć w Kerry grupę naszych kolegów mieszkających nieco bardziej na północ. Jako że nie widziałem się z nimi od dłuższego czasu postanowiłem przyłączyć się do ich weekendowej wycieczki po wybranych łowiskach w okolicy. Pierwszy dzień zakończył się złowieniem małej troci, małego bassa i maciupeńkiego rdzawca. Wszystkie trzy ryby złowione na muchę przez kolegę zwanego Magic. W tym samym czasie wędkujący opodal wędkarz złowił dwa bassy spinningując.

Niestety kolejny dzień nie przyniósł naszej grupie poprawy rezultatów. Zmagaliśmy się z nienajlepszymi warunkami. Woda była wyjątkowo niska, a mimo słonecznej pogody wiał silny wiatr. Tego dnia najwięcej ryb widzieliśmy. Brodząc po płyciznach niespodziewanie płoszymy bassa długości około sześćdziesięciu centymetrów. Rejestrujemy również kilka odprowadzeń. Przy powierzchni, leniwie pływają cefale.

Jedyną rybą drugiego dnia okazuje się malutki turbot, który zaatakował przynętę gdy ta opadła na dno kiedy wędkarz przestał wybierać linkę oddając się rozmowie. Gościna dobiegła końca i nasi koledzy udali się w podróż powrotną. Jeszcze tego samego dnia TPE łowi dwa bassy późnym wieczorem i w innym miejscu. Ja próbuję swoich sił kolejnego dnia na jeszcze innej miejscówce.

Niestety spotykam się z poważnymi utrudnienia spowodowanymi silnym wiatrem. Ponownie mogę obserwować ławice cefali wolno przemierzających płycizny. Rejestruję sporo skubnięć i odprowadzeń przez belony. Jednak wiem że przy przynęcie którą używam, belony zaciąć się nie da. Jak by na potwierdzenie liczebności belon w tej okolicy, na plaży znajduję świetnie zachowaną czaszkę tej ryby.

lipca 02, 2012

Miękki plastik

Mówiąc o przynętach jakich używam na bassy morskie, śmiało mogę stwierdzić, że historia zatoczyła koło. Kiedy pięć lat temu zaczynałem je łowić, używałem głównie niewielkich gumowych przynęt na lekkich główkach jigowych. Następne w kolejności były pullbaity, które z wolna zaczęły ustępować miejsca crankbaitom. Wypada przyznać, że zmiany te były zawsze inspirowane przez mojego znakomitego kolegę Tomka który spędza niezliczone godziny nad wodą, eksperymentując.

Podobnie stało się i tym razem. Do łask powróciły więc miękkie plastikowe przynęty zbrojone główką jigową. Przynęty jakkolwiek różniące się znacznie od niegdysiejszych małych twisterów, przynoszą na myśl pierwotne próby łowienia bassów na gumę. Podstawowa różnica to wielkość przynęty. Tym razem są to pełnowymiarowe imitacje tobiaszy lub dobijaków (ang. sandeel) uzbrojone główką z hakiem offsetowym.

Dla dodatkowych wrażeń zacząłem używać znacznie lżejszej niż dotychczas wędki z małym kołowrotkiem rozmiaru 2500. Początkowe obawy dotyczące możności pewnego zacięcia ryby na tak lekkim zestawie zostały szybko rozwiane. Przy uderzeniu a także podczas holu walka z rybą jest znacznie wyrazistsza i na pewno dostarcza więcej emocji. Dodatkowo zdaje się potwierdzać obserwacja że łowimy teraz ryby większe. Czy jest to zasługa nowego rodzaju przynęt?

marca 25, 2012

Wiosenne bassy

Kolejny w tym roku wypad na bassy i jednocześnie pierwszy zakończony powodzeniem. Tym razem nie mogło się nie udać. Dzień był słoneczny a poprzedzało go kilka ciepłych dni. Pakuję sprzęt w samochód i zmierzam na jedno z zeszłorocznych miejsc po raz pierwszy w tym roku. Jestem na miejscu na godzinę przed minimum pływu. TPE jest już na miejscu przede mną. Nie zważając na sparciałą gumę od podbieraka, który zostaje w bagażniku, przebieram się w wodery i rozpoczynam marsz na miejsce łowienia.

Odwiedzając w tym roku znane mi piaszczyste plaże odkrywam raz po raz że wszystkie te miejsca zmieniły się bardzo po zimowych sztormach. Układ plaży a co za tym idzie rozkład płycizn, jęzorów piachu i głębi uległ znacznym zmianą. Niekiedy nowe miejsca stają się osiągalne, a niekiedy stare dobre miejscówki są trudne do osiągnięcia, np. tylko podczas dużych minimów syzygijnych. Brodzenie również bywa utrudnione nie tylko przez zmienione ukształtowanie podłoża ale również przez masy świeżo narzuconego, bardzo grząskiego piachu.

Zanim docieram na miejsce TPE łowi już trzy ryby. Rozpoczynam łowienie i w pierwszym rzucie zacinam rybę. TPE w tym samym czasie łowi czwartą. Tego dnia małe basy brały regularnie i dały nam dobrą rozrywkę. W sumie łowimy jedenaście ryb. Niepewni ukształtowania gruntu, w obawie przed odcięciem przez nadchodzący pływ, udajemy się w drogę powrotną.

lipca 29, 2011

Wybierz swój czas

Ten rok nie obfitował w liczne wypady na bassy morskie. Jednak starałem się wybierać te momenty kiedy warunki były możliwie najlepsze aby zmaksymalizować swoje szanse na udane łowy. Technika ta przyniosła spodziewane efekty. Jak do tej pory, żaden z moich wypadów na bassy nie zakończył się powrotem o kiju. Na dodatek udało mi się złowić mojego drugiego co do wielkości bassa. Prezentowana na zdjęciu ryba mierzyła sześćdziesiąt siedem centymetrów długości co przekłada się na szacowaną wagę trzech i pół kilograma. Jak widać połów odbywał się nocą na przychodzącej wodzie.

września 25, 2010

Wrześniowy poranek

Koniec lata a może to już wczesna jesień. O poranku wybieram się na znane miejsce licząc na relaksujące przedpołudnie. Znajduję się na wielkiej płaskiej plaży odsłoniętej przez odpływ. Ciszę mącą jedynie krzyki ptaków i plusk fal. W ciągu nieco ponad godziny udaje mi się złowić dziesięć labraksów.

czerwca 24, 2010

Letnie bassy

Starając się wyzyskać do maksimum słoneczną czerwcową pogodę urządzam sobie kilka klasycznych letnich wypraw na bassy morskie. Oczywiście kilkukrotnie łączymy siły z niezawodnym TPE. Porę łowienia niezmiennie wyznacza pora zawracania pływu. Łowienie odbywało się brodząc mniej więcej po pas w wodzie, początkowo o zmroku, później w nocy.



Prawie wszystkie wyprawy są bardzo owocne. W sumie, w ciągu czterech dwu-trzy godzinnych sesji na przestrzeni czterech dni, lądujemy prawie pięćdziesiąt bassów, sześć czy siedem troci i rdzawca. Największy bass mierzył sześćdziesiąt cztery centymetry długości, a największa złowiona troć czterdzieści sześć centymetrów. W czasie jednej z wypraw udaje mi się złowić aż szesnaście ryb w ciągu niespełna dwóch godzin, co stanowi dla mnie rekord.