maja 20, 2017

Szczupaki na jerki

Metoda jerkowa to kwintesencja łowienia szczupaków. Stosuje się ją głównie na płytkiej wodzie czyli w rzeczywistości przede wszystkim na wiosnę kiedy szczupaki są po tarle i czychają na płyciznach na wycierający się białoryb jak np. płocie. Metoda jest bardzo widowiskowa i dostarcza wiele emocji jako, że bardzo często wędkarz może widzieć rybę podążającą za przynętą i rzucającą się do ataku.

W tym roku udało się zgrać terminy i pogodę i wybrać na jezioro aby połowić szczupaków właśnie tą metodą. I jakże udany był to wyjazd. Zarówno ja jaki i mój towarzysz wyprawy TPE nie pamiętamy kiedy ostatnio na tym jeziorze mieliśmy tyle akcji! Zakończyliśmy dzień z ośmioma rybami w łodzi i kilkoma dodatkowymi braniami i odprowadzeniami. Pogoda w znacznej części była słoneczna i ciepła, nie licząc kilku gwałtownych opadów. Bardziej szczegółową relację z tej wyprawy można znaleźć w podkaście Tomaszek rzecze oraz Tommy’s Outdoors których można wysłuchać poniżej.



kwietnia 24, 2017

Kilmore Quay, stolica wędkarstwa morskiego

Zajęło mi o wiele za długo aby w końcu wybrać się w miejsce które z jakiegoś powodu zapadło w mojej pamięci jako irlandzka stolica wędkarstwa morskiego. Wybrałem się tam na wyprawę na pokładzie łodzi Autumn Dream z moim dobrym wędkarskim przyjacielem jw. Miejsce nie zawiodło, cicha irlandzka wioska rybacka wyraźnie nastawiona na połowy i turystykę. Nowoczesna i przestronna przystań, wypełniona trawlerami i czarterowymi łodziamy wędkarskimi. Już pierwsze wrażenie sprawiało, że planowałem tutaj wrócić, choć moja aktualna wizyta dopiero się zaczęła.

Jako, że rejs odbywał się wcześnie w skali roku, nie mieliśmy okazji nałapać makreli na przynętę. Jednak, niewielkie czarne i czerwone przywieszki działały dobrze i wkrótce zaczęliśmy łowić dorsze i sporadyczne rdzawce zabarwione na mocno pomarańczowy kolor. Najprawdopodobniej z powodu diety obfitującej w skorupiaki zawierające w swoim ciele czerwone barwniki.

Dodatkowo padło kilka wargaczy, jeden czarniak i jeden duży dobijak. Specjalnym gatunkiem wyjazdu była jednak molwa. Jako jedyny złowiłem dwie ryby tego gatunku, wzbudzając zazdrość współuczestników wyprawy. Sekretem sukcesu było użycie dwustupięćdziesięciogramowego niebieskiego pilkera zamiast typowego ołowianego ciężarka na końcu mojego zestawu. Ten właśnie pilker wydawał się szczególnie atrakcyjny dla molw tego dnia.

października 08, 2016

Rok 2016



Rok 2016 nie obfitował w liczne wypady wędkarskie, jednak z blogerskiego obowiązku dokumentowania postanowiłem napisać tego posta. Zwykle staram się nie umieszczać postów jeśli nie wydarzyło się nic godnego uwagi (przede wszystkim dla mnie), myślę jednak, że jeden post na rok nie zaszkodzi. Przynajmniej będzie stanowił wartość archiwalną (znowu, głównie dla mnie) a przy okazji, wzniesie flagę, blog nie jest martwy!


Sezon zacząłem wiosną, kilkoma wypadami na bassy z TPE. Jednak nie przyniosły one dużych wyników. Bassów łowi się teraz znacznie mniej niż “kiedyś”. Czy winić za to należy kłusownictwo, przyłowy połowów komercyjnych czy klimat, trudno powiedzieć. Fakt pozostaje, że bassów łowiło się w 2016 roku mało, jednak sytuacja była nieco lepsza w porównaniu do roku poprzedniego. Oczywiście nie ulega wątpliwości że TPE autor znanego bloga Sea Bass Hunting nawet mimo kiepskiej sytuacji miał wyniki, których my, zwykli śmiertelnicy możemy tylko pozazdrościć.


Zainteresowanych bliższym poznaniem TPE zapraszam do wysłuchania odcinka mojego podkastu w którym Tomasz był moim gościem.





Kolejny wypad na ryby przyszło mi zaliczyć dopiero na jesieni przy okazji corocznego Lough Allua Pike Challenge. Odnotować należy, że był to pierwszy Pike Challenge który zakończyłem bez ryby! Generalnie wyniki były bardzo mizerne, najgorsze w historii zawodów. Wpisuje się to nieźle w cały obraz mojego sezonu wędkarskiego w 2016.



A na zakończenie tego roku, video reklamówka, przystani wędkarskiej Tir na Spideoga nad jeziorem Lough Allua gdzie odbywają się coroczne zawody Pike Challenge, oraz podkast w języku angielskim z jej właścicielem Gregiem Latourem. Na marginesie zachęcam do subskrybowania obydwu podkastów. Dostępne są nie tylko na SoundCloud ale i na iTunes oraz innych popularnych platformach podkastowych.



października 03, 2015

Jesienne szczupaki

Nastała jesień a wraz z nią nadszedł czas na połowy szczupaków, a wraz z czasem na połowy szczupaków nadeszła pora na piętnaste Lough Allua Pike Challenge. Szczupakowe łowy zaczęły się więc tydzień wcześniej treningiem czy może rozgrzewką przed zawodami. Niestety cały dzień upłyną na monotonnym i bezowocnym poszukiwaniu ryb. Dopiero wieczorem, około godziny siedemnastej szczupaki zaczęły żerować i w przeciągu dwóch godzin złowiliśmy cztery ryby na dwóch wędkarzy. Dwie małe i dwie rozsądnych rozmiarów czyli ponad dziewięćdziesiąt centymetrów. Zadowoleni z takich wyników zakończyliśmy łowy już po zmroku.

Tydzień później ponownie pojawiliśmy się na zawsze gościnnym podwórku u Grega i witamy się z mniej więcej stałą ekipą widywaną regularnie raz w roku na Allua Pike Challenge.

Jak zwykle nagrody zachęcają do zdwojenia wysiłków celem osiągnięcia jak najlepszy rezultatów.

Szczególnie atrakcyjna wydawała się w tym roku nagroda za złowienie najdłuższej ryby. Grafika B&B Grega przyozdobiona przynętami poogryzanymi przez szczupaki z jeziora.

Dzień zawodów wyglądał podobnie jak nasze łowienie tydzień wcześniej. Niewiele akcji do późnego popołudnia, kiedy to ryby zaczęły żerować. Podobnie, kończę dzień z dwoma rybami na koncie, jedną małą a drugą w okolicy dziewięćdziesięciu centymetrów.

Dzień kończy się wręczeniem nagród i tradycyjnym grilem.


W tej edycji również ja mam przyjemność otrzymać nagrodę za jedną z trzech najdłuższych ryb






marca 22, 2015

Znakowanie bassów morskich

Pewnego wiosennego poranka wybrałem się jak zwykle na bassy razem z TPE, moim druhem w wędkarskiej przygodzie. Tym razem jednak poza zwykłą przygodą w naszej wyprawie było coś więcej. TPE przyłączył się niedawno do programy znakowania bassów. Jest on idealną osobą i niezwykle cennym sprzymierzeńcem takiego programu, zważywszy ilości ryb które łowi każdego roku. Idea znakowania bassów jest taka sama jak zwykle w takich przypadkach. Złowionej rybie przyczepia się niewielki znacznik, z numerem oraz danymi kontaktowymi zarządu rybołówstwa (fisheries board). Jednocześnie rybę waży się i mierzy. Dane te wraz z numerem znacznika oraz miejscem i czasem połowu przesyła się do siedziby fisheries board.

W przypadku ponownego złowienia ryby ze znaczkiem można będzie określić ile ryba urosła w czasie od ostatniego złowienia oraz potencjalnie czy i gdzie się przemieściła. Idea szczytna, niestety realia wyglądają inaczej i szczerze mówiąc pozostawiają we mnie mieszane uczucia. Po pierwsze, procedura znakowania ryby zajmuje dużo czasu. Szybkie odhaczenie i wypuszczenie ryby aby zminimalizować stres i obrażenia jest niemożliwe. Po złowieniu, wędkarz musi wyjąć spory i skomplikowany przybornik. Pobrać 5 łusek z ryby, wyjąć znaczniki, załadować aplikator, zwarzyć i zmierzyć rybę, zaaplikować znacznik. Ponadto pomiary i numer znacznika muszą zostać zapisane w specjalnym dzienniku. W rezultacie ryba przebywa poza wodą kilkakrotnie dłużej niż w normalnych okolicznościach. Dodatkowo dokonanie całej operacji znakowania w przypadku łowienia w miejscu gdzie od suchego lądu wędkarza oddziela conajmniej piętnaście minut brodzenia w wodzie jest praktycznie niemożliwe.

W czasie naszej sesji oznakowaliśmy kilkanaście ryb. Jednak moim zdaniem cała procedura powinna zostać znacznie uproszczona. W obecnym kształcie, mam wątpliwości czy potencjalne dane prezentują jakąkolwiek wartość dla ochrony gatunku wobec znacznego wydłużenia czasu uwalniania ryby a co za tym idzie znacznie większego ryzyka śmierci osobnika.

października 11, 2014

Czternaste Lough Allua Pike Challenge

Tegoroczne czternaste zawody szczupakowe na jeziorze Allua rozpoczęły się we mgle. Wkrótce jednak przebiły się promienie słońca i wędkarze mogli napawać się znajomymi ale zawsze pięknymi widokami.

Były to chyba pierwsze zawody na których złowiłem ryby, które jakoś liczyły się w końcowej klasyfikacji. W poprzednich latach zawody te kończyłem albo bez ryby albo z bardzo mizernymi wynikami. Dlatego można powiedzieć, że jest to jak do tej pory, najbardziej dla mnie udana edycja zawodów Pike Challenge.

Zawody zakończyły się jak zwykle wręczeniem nagród i tradycyjnym grillem przy muzyce na rześkim październikowym powietrzu.

czerwca 25, 2014

Troć w ulewnym deszczu


Deszczowa pogoda nie jest dobrym prognostykiem jeśli chodzi o brania ryb. Mogę powiedzieć że nigdy nie miałem wyników w czasie deszczu. Jednak jeden z moich ulubionych cytatów wędkarskich mówi, że "istnieje zasadnicza różnica pomiędzy krótkim nagłym deszczem, a deszczem gdy jest zachmurzone, ciśnienie spada i wygląda, że będzie padać przez kolejne trzy dni". Wiadome jest oczywiście z połowów na wodach słodkich, że w czasie upału, letni deszcz może natychmiastowo obudzić jezioro, zmieniając je w tętniący życiem zbiornik wodny.

Ja jednak jestem nadal dość sceptycznie nastawiony do deszczu w czasie sesji wędkarskich. Jednak teoria o dobrym działaniu krótkiego i ulewnego deszczu zdała się potwierdzić tego dnia. Był to jeden z wieczorów kiedy słoneczna pogoda zdawała się z wolna ustępować miejsca typowej irlandzkiej deszczowej aurze. Jednak w czasie dnia można było uświadczyć jeszcze przebłysków błękitnego nieba i promiennego słońca. Łowienie tego wieczoru nie szło nadzwyczaj dobrze. Zaczęło się od czterdziestominutowego czekania w samochodzie na przejście wyjątkowo ulewnego deszczu. Gdy wyszło słońce razem z Dave-m rozpoczęliśmy łowienie, jednak bez rezultatów i bez widoków na takowe. W pewnym momencie ponownie spadł wyjątkowo ulewny deszcz. Po kilku chwilach następuje branie. Po szybkim holu ląduję dorodną, jak na irlandzkie standardy, troć morską. To mój pierwszy znaczący połów w czasie deszczu.

czerwca 23, 2014

Przesilenie letnie

Jak można łatwo zauważyć po ilości postów w tym blogu upływające miesiące nie obfitowały w zbyt częste wypady wędkarskie. Stało się tak gdyż wędkarstwo ustąpiło nieco miejsca i czasu na rzecz bardziej atletycznych aktywności na świeżym powietrzu. Jednak przedłużający się czas bez wypadu na ryby zaczynał już dawać o sobie znać. W połączeniu z wyśmienitymi warunkami pogodowymi w samym środku lata, nie mogłem przepuścić takiej okazji. Szybko montujemy wypad na bassy.

Minimum pływu przypada bardzo korzystnie na późne popołudnie, sprawia to, że możemy z powodzeniem łowić przez kilka kolejnych dni od wczesnego wieczoru do późnych godzin nocnych. Łowimy po kilka ryb w czasie każdej sesji. Rozmiar łowionych bassów jest również bardzo zadowalający, w przeciwieństwie do poprzedniego roku kiedy to trafiały się przeważnie małe ryby, teraz w czasie każdej sesji pada jedna lub dwie ryby przekraczające sześćdziesiąt centymetrów długości. Przeciętnie ryby mają dobrze powyżej czterdziestu centymetrów.

Mam okazję doświadczyć jednego z najlepszych doznań wędkarskich jakie oferuje Irlandia. Ciepły bezwietrzny wieczór, woda niemal żywa od pływających w niej ryb. Duże ilości muletów. Jednak codziennie podczas tej samej fazy pływu następuje moment gdy wydaje się że bassy są wszędzie. Zdają się nas otaczać. To w czasie tych momentów łowimy najwięcej ryb. Brania następują niekiedy w co drugim, co trzecim rzucie. Świetna pogoda i częste brania ryb co do których rozmiaru nie można mieć zastrzeżeń sprawiają, że jako wędkarz nie mogę oczekiwać wiele więcej. Na zdjęciu poniżej widać, że jestem raczej zadowolony!

sierpnia 06, 2013

Czternaście rekinów

Tegoroczne ciepłe lato sprawiło że również połowy żarłaczy błękitnych były wyjątkowo udane. Raporty donosiły o dużej ilości ryb łowionych podczas każdej sesji. Oczywiście nie mogłem przepuścić takiej okazji i gdy tylko okazało się że jest wolny termin niezwłocznie zabukowałem rejs na rekiny. Razem ze mną płynął mój nieodłączny towarzysz rejsów na rekiny John oraz Peresada, który był ze mną na moim pierwszym rejsie którego celem były żarłacze błękitne. Peresada mimo jeszcze kilku kolejnych prób nie miał jak do tej pory szczęścia. Złośliwi twierdzą że nie próbował dość często, w myśl zasady: im więcej próbujesz tym masz więcej szczęścia. Jako gość specjalny i jednocześnie wyznaczony fotograf popłyną z nami również Bigos, niejako z ramienia Salmo Adventures, które w owym czasie zdawało się być wygłodniałe zdjęć wszelakich o tematyce około-wędkarskiej. To też tłumaczy znaki wodne na zdjęciach z tego rejsu.

Pogoda tego dnia niestety nie była idealna ale nie była też zła. Dość spokojne może, umiarkowany do średniego wiatr zapewniał szybki dryf dzięki czemu nasza smuga zanętowa była długa. Sprawiło to, w połączeniu z bardzo wysoką jak na te rejony temperaturą wody, że nie musieliśmy czekać zbyt długo na pierwsze branie. Rozpoczął się stały ciąg kolejnych brań i następujących po nich zmagań z rekinami. Lądowaliśmy ryby od bardzo małych to osobników ponad dwu metrowych. Ostatecznie również Peresada mógł wpisać żarłacza błękitnego na listę złowionych przez siebie gatunków.

Ostatecznie podsumowujemy rejs czternastoma rekinami w łodzi. Wszystkie ryby zostają jak zwykle oznakowane, zmierzone i wypuszczone. Pod koniec dawało się już wyczuć zmęczenie spowodowane ustawicznymi holami dużych ryb podczas gdy morze stopniowo stawało się coraz bardziej niespokojne a wiatr narastał. Ostatnia duża ryba tego rejsu zmęczyła mnie już na tyle, że byłem wdzięczny naszemu szyprowi Lukowi za pomoc w trzymaniu jej do zdjęcia.

lipca 06, 2013

Ciepłe dwa tygodnie

Tegoroczne lato obdarzyło nas dwoma tygodniami ciepłej i słonecznej pogody. Temperatury sięgały trzydziestu stopni Celcjusza co nie zdarza się w Irlandii zbyt często. Taka pogoda zachęcała oczywiście do spędzania czasu na świeżym powietrzu. Podczas licznych w tym czasie sesji wędkarskich trudno było się oprzeć pokusie żeby ściągnąć wodery i dla odmiany popływać w wodzie razem z bassami. Co też niektórzy wędkarze ochoczo uczynili.


Zgodnie z przewidywaniami w taką pogodę nie było większych problemów aby złowić bassy, niestety udawało się łowić jedynie małe osobniki. Niewielkie to zmartwienie jednak, jako że doskonała ciepła i słoneczna pogoda rekompensowała w pełni niedosyt centymetrów.

lipca 01, 2013

Spotkanie po sześciu latach

Seamusa poznałem w 2007 roku przez forum wędkarskie Sea Angling Ireland. Od tamtej pory wymienialiśmy informacje, wiadomości i sms-y, jednak nigdy się wcześniej nie spotkaliśmy. Odpowiedzialne za to były różne koleje losów oraz rozmaite zbiegi okoliczności. Jednak ostatecznie po przeszło sześciu latach udało nam się wybrać na wspólną sesję łowienia bassów.

Dzień był słoneczny z pewną dozą chłodzącego wiatru. Łowiliśmy na rozległej płyciźnie pomiędzy skałami i kamieniami. Jak na dość krótką sesję kończymy z dobrym wynikiem, łowiąc po dwie ryby każdy. Największa ryba tego dnia przypadła mnie, prezentowany na zdjęciu, sześćdziesięcio centymetrowy labraks.

kwietnia 27, 2013

Uporczywy trolling

Do tej pory troling stosowałem głównie jako sposób przemieszczania się z miejscówki na miejscówkę. Metoda ta pozwalała również na zlokalizowanie miejsca gdzie przebywają ryby. Przeważnie jednak trolling był raczej uzupełniającą niż podstawową metodą połowu.

Tegoroczne polowanie na sumy pozwoliło mi doświadczyć twardej szkoły trollingu. Typowy dzień rozpoczynał się pobudką o wpół do szóstej rano, tak aby około szóstej być już na wodzie i rozpocząć wielogodzinne pływanie w tę i z powrotem na około dwumilowym odcinku rzeki.

Wypływaliśmy jeszcze przed świtem, kiedy to przejmujący chłód poranka zmuszał nas do zakładania podwójnych spodni i kilku polarów. W miarę upływu czasu około południa chłód zastępowany był przez upał i ponad trzydziestostopniową spiekotę. My jednak nie szukaliśmy schronienia przed słońcem a dzielnie trwaliśmy na małym kawałku plastiku którym w istocie była nasza łódka. W miarę zapadania wieczoru upał ustępował miejsca wieczornemu chłodowi, który zmuszał nas do ponownego zakładania kolejnych warstw ubrań.

Pływanie kończyliśmy dobrze po zmroku. Wtedy to niezwłocznie rozpoczynało się coś w rodzaju wyścigu aby jak najszybciej pójść spać aby zregenerować siły przed kolejnym dniem. Zanim jednak to nastąpiło trzeba było przygotować sprzęt na następny dzień, posilić się, wziąć prysznic i (to najbardziej zapobiegliwi) przygotować kanapki na następny dzień. Niekiedy starczało jeszcze sił aby przed zaśnięciem obejrzeć zdjęcia zrobione w czasie dnia.

Niestety tegoroczny wyjazd przyniósł zadowalające wyniki jedynie jednemu z czterech uczestników wyprawy, który regularnie łowił sumy powyżej stu centymetrów zapisując na swoim koncie również jedną rybę mierzącą budzące respekt dwieście osiem centymetrów.


Pozostałym uczestnikom pozostało zadowolić się mniejszymi sumami oraz kilkoma dużymi sandaczami złowionymi podczas przerw w trollingu, które musieliśmy co jakiś czas robić aby oderwać się od monotonii pływania przez wiele dni w kółko tę samą trasą.


kwietnia 26, 2013

Sandacz

Sandacz (sander lucioperca) ryba okoniokształtna w wielu językach zwany również okoniem szczupaczym. Nazwa bardzo trafna biorąc pod uwagę jego budowę ciała, rozmiary i występowanie. Ceniona ryba sportowa, ma również znaczenie gospodarcze. Klasycznie łowi się sandacze metodą spinningową na przynęty gumowe czy koguty. Uważa się, że szczególne znaczenie ma ruch przynęty w pionie dlatego często używa się krótkie i sztywne wędki stosując technikę pionowego jigowania. Poławiany również metodami stacjonarnymi z użyciem przynęt naturalnych. Prowadzi głównie nocny tryb życia, jego oczy przystosowane są do widzenia w nocy.  Ryba ta dobrze się czuje w mętnej wodze. Larwy sandacza są bardzo wrażliwe na światło, jego nadmiar może powodować ich śmierć. Samiec sandacza buduje gniazdo i strzeże go, wachlując ikrę. Zapobiega w ten sposób zamuleniu jej oraz zapewnia dopływ natlenionej wody. Sandacze są wrażliwe na niedotlenienie wody.

Pomimo, że sandacza zwyczajowo kojarzy się z głębokimi wodami prezentowany powyżej okaz, siedemdziesięciosześciocentymetrowy sandacz został złowiony wczesnym wieczorem na mniej niż dwóch metrach wody na twardą przynętę typu crankbait.

kwietnia 25, 2013

Niespodziewany okoń

Do dzisiaj tylko jeden raz wybrałem się nad wodę mając za cel okonia (perca fluviatilis). Była to wówczas ciekawość spróbowania spinningowania używając zestawu z bocznym trokiem. Dzień obfitował wtedy w liczne brania i złowione ryby, jednak wszystkie bardzo małych rozmiarów. Później okonie łowiłem jedynie jako przyłów podczas polowania na szczupaka. Również prezentowany tutaj dorodny trzydziestopięciocentymetrowy okoń został złowiony zupełnie nieoczekiwanie. Mimo, że zawsze cieszy mnie niespodziewane spotkanie z tą kolorową rybą, niestety zazwyczaj wędka i linka, których używam są zdecydowanie zbyt mocne aby zapewnić jakąkolwiek radość z holu.

kwietnia 24, 2013

Sumy, sumy

Druga z kolei wyprawa której celem była największa słodkowodna ryba Europy nie zakończyła się satysfakcjonującym wynikiem. Jedyna duża ryba którą miałem na wędce została stracona po tym jak osiemdziesięciofuntowa plecionka pękła tuż powyżej przyponu. Przez pozostałe dni udawało mi się złowić jedynie osobniki niespełna metrowe. Największa ryba mierzyła sto sześć centymetrów.

marca 03, 2013

Przywitanie z bassami

Ubiegłoroczny sezon okazał się jednak nie być taki zły jak wydawał się być. Szczególnie biorąc pod uwagę marne warunki pogodowe. Wielu znajomych wędkarzy pobiło nie tylko swoje życiowe rekordy długości ryby ale i rekordy ilości ryb złowionych w jednym roku. Pierwszy w roku post w blogu to chyba ostania szansa na takie podsumowanie czy może raczej sprostowanie. Zdaję sobie również sprawę, że nie wszyscy się z tym zgodzą i teoria o wyjątkowo mizernym sezonie 2012 nadal będzie miała wielu zwolenników. Jestem jednak zdania, że nie należy się już zbyt długo zastanawiać nad tym co było ale patrzeć do przodu na nadchodzącą wiosnę a wraz z nią zwiększenie aktywności ryb i wędkarzy.

Pierwsze powiewy wiosny dało się już wyczuwać wcześniej ale nic tak nie motywuje do wyjścia nad wodę jak doniesienia o złowionych w okolicy rybach w połączeniu z temperaturą powietrza zbliżającą się do dziesięciu stopni Celsjusza. Dodać do tego słoneczny weekend i korzystny pływ a szybko zostaje osiągnięty wystarczający poziom ciśnienia wędkarskiego abym zapakował przygotowywany już od kilku tygodni sprzęt i udał się na okoliczne łowiska. W pierwszej kolejności udaję się na ulubione do trzech lat łowisko. Rozległa piaszczysta plaża. Na miejscu nie zastaję spodziewanego tłumu wygłodniałych łowienia wędkarzy. Szybko się przebieram i mimo, że miejsce to nie jest idealne o tej porze roku śmiało kieruję się ku wodzie. Spotyka mnie jednak duże rozczarowanie. Głęboki kanał który kiedyś łączył spływający z gór strumień z oceanem, który obdarzył mnie i wielu znajomych mnóstwem dorodnych ryb, po zimowych sztormach praktycznie przestał istnieć. Jedyne co pozostało to coś w rodzaju podłużnej niecki praktycznie bez połączenia z wodami oceanu. Przechodzę przez nią w poprzek nie zanurzając się głębiej niż do pasa. Chodzę jeszcze przez chwilę po plaży dochodząc do samego brzegu. Tam też nie daje się łowić z powodu sporych fal i zmąconej, mętnej wody. Po ledwo ponad godzinie wracam do samochodu. Szybko zdejmuję z siebie wodery i udaję się na kolejną, tym razem skalistą miejscówkę. Skaliste miejsca w słonecznej pogodzie to zawsze dobre miejsca w chłodnych porach roku. Przy wysokim pływie woda ogrzewa się od nagrzanych podczas odpływu skał. Cieplejsza woda wabi z kolei drobne organizmy i małe rybki, za którymi niezawodnie podążają drapieżniki. Większe ryby które mnie interesują. Niestety na miejsce docieram jeszcze przy stosunkowo niskiej wodzie. Na dodatek jest ona mocno pokolorowana i nieprzezroczysta. Łowię tam przez około godzinę bez specjalnego przekonania i bez rezultatów.



Kolejnego dnia udajemy się z kolegą Tomaszem na inną skalistą miejscówkę jednak przy nieco wyższej wodzie. Wieczór jest ciepły, bezwietrzny i spokojny. W bardzo relaksującej atmosferze rozpoczynamy łowienie i już po kilkunastu rzutach zacinam rybę. Pierwszy bass w tym roku! To również mój najwcześniej złowiony bass w roku, ledwie początek marca! Chwilę później Tomasz zacina kolejną rybę, która jednak wypina się tuż pod jego nogami. Niebawem kolejna ryba atakuje jego przynętę i tę już udaje mu się wyjąć z wody. Łowimy jeszcze chwilę jednak przychodząca woda zmusza nas do odwrotu na wyżej położone miejsce. Niebawem jednak zapada zmrok, a my usatysfakcjonowani udajemy się do swoich domów.