listopada 16, 2008

Turbocik

Jedna z ostatnich sesji w tym roku. Udajemy się wraz z TPE na skalistą miejscówkę położoną przy piaszczystej plaży. To nowe miejsce więc nie nastawiamy się na nic konkretnie a raczej na rekonesans. TPE zabiera wędkę spinningową a ja gruntówkę. Pogoda nie jest ani ciepła ani sucha a niebo jest szare.

TPE szybko się zniechęca do spinningowania i oddajemy się dyskusji. Zostaje ona jednak kilka razy przerwana baniami małych turbotów (Psetta maxima). Rybki są niewielkie ale najbardziej dziwi sama ich obecność w tym miejscu.

Niebawem zaczyna się ściemniać i zbieramy się do domu.

1 komentarz:

  1. Kapitalna ryba. I smaczna :)

    Pozdrawiam
    rybazycia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń